Ile nas, tyle pomysłów na życie.

Moim planem na „przetrwanie” jest pisanie. I trochę fotografowanie. I uśmiechanie się, co za tym idzie, bycie szczęśliwą. Jedynym przeciwwskazaniem do celebrowania tej radości bywają inni ludzie, którzy prawdopodobnie myją łby w kiblach, bo przysięgam, że takie posrane pomysły, na jakie co poniektórzy wpadają, to tylko stamtąd mogły się wziąć.

Ewentualnie jeszcze z czeluści piekielnych mogły się wydostać.

Ale o pisaniu miało być.

Wiele lat temu, sama już nie wiem ile, pisałam bardzo namiętnie na bloxie. Bloxa już nie ma, a ja dalej mam parcie na papier (chociaż bardziej na klawiaturę od laptopa tudzież smartfona). No strasznie swędzą mnie opuszki palców, żeby pisać. Próbowałam to robić na innej platformie blogowej, ale jakiejś większej chemii między nami nie było. Wspomnę tylko, że o takie cykliczne pisanie mi chodzi. Takie, kilka razy w tygodniu. Do poczytania przy porannej kawie, albo po porannym seksie lub dwójce – niepotrzebne skreślić.

Pisanie książek to zupełnie inna sprawa.

Postanowiłam zrobić to nieco bardziej profesjonalnie, na własnej stronie wuwuwu, z odnośnikiem do osobistego bloga.

To myślę na sam początek wystarczy.

Miłego wszystkiego!