…zdarzają się zbyt często.

Jak świat długi i szeroki (dla niektórych płaski), o relacjach partnerskich można mówić i mówić i krzyczeć też. Oddając się z ogromną pasją zawodowi fotografa (nie lubię mówić o sobie per „fotografka”. Bo nie. Bo tak.), miałam do czynienia z wieloma parami. Naprawdę wieloma. I u wielu z nich podejście do pewnych spraw wyglądało bardzo podobnie. Szczególnie po godzinie dwudziestej trzeciej, gdy już trzeba było donosić kolejne butelki na wiejski stół, gdyż popyt na trunek alkoholowy był ogromny.

No co ja poradzę, że alkohol prawdę powie, a wesela bywa świetnym poligonem doświadczalnym do obserwacji ludzkiej natury.

Podam przykład.

Jestem na weselu w pracy i okazuje się, że jest tam również mój znajomy. Przywitaliśmy się i od czasu do czasu zamieniliśmy ze sobą kilka słów. Kibicujemy tej samej drużynie piłkarskiej, więc mieliśmy o czym rozmawiać.

Mój kolega był z partnerką, z którą swoją drogą już nie jest, co w moim odczuciu było do przewidzenia. Efekt ZAZDROŚCI.

No to są sobie oni i jestem ja. I nagle, jakoś właśnie przed północą, okazuje się, że ta jego panna patrzy na mnie tak, jakbym dopuściła się jednego z siedmiu grzechów głównych. Tych uznanych przez kościół. I nie chodzi wcale o NIEUMIARKOWANIE W JEDZENIU I PICIU. Ilekroć ta kobieta się na mnie patrzyła, tylekroć sztyletowała mnie wzrokiem. Albo tymi swoimi półtora centymetrowymi rzęsami. Mało tego, jej koleżanki ze stolika też się tak na mnie patrzyły. Bardzo szybko się domyśliłam (co przecież wcale trudnie nie było), że ona na pewno uważała, że ja lecę na jej faceta, bo z nim ROZMAWIAŁAM.

I tutaj się rozpiszę nieco bardziej. No muszę. Qrva MUSZĘ!

To, że dla jakiejś kobiety jej partner jest atrakcyjny, nie znaczy, że dla innej również ocieka seksapilem. Mało tego, jedna kobieta będzie odbierała swojego partnera jako Boga seksu, a jego koleżanka ze stadionu będzie patrzyła na niego jak na miłego, KOMPLETNIE aseksualnego faceta, któremu nie pozwoliłaby się dotknąć kijem od szczotki. Ale w większości przypadków ZAZDROSNA partnerka nie spojrzy w taki sposób na tę sytuację, bo w jej mniemaniu, jej miś jest tak fantastyczny i seksowny i przystojny, że wszystkie kobiety na niego polecą. A spróbowałaby któraś temu zaprzeczyć, to wyłapała by bombę na twarz. Taki trochę paradoks, nie?

Tę sytuację mogę podsumować moim ulubionym powiedzeniem:

„Nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili”

,a tak że sparafrazować je:

Nawet jeśli twój facet jest zupą pomidorową, to nie musi wszystkim smakować.

Oczywiście od 1985 roku wiadomo, że ja uwielbiam zupę pomidorową, dlatego nie należy brać tego powiedzenia dosłownie.

 

Celebrujcie chwile. Wszak to wy tworzycie swoje szczęście z drugim człowiekiem. I tylko wy możecie to spieprzyć. Bo związki nie psują się z dnia na dzień. Żeby coś zniszczyć, potrzeba wielu dni, wielu wypitych kaw i wypalonych papierosów. Wielu kłótni i trzaśnięć drzwiami. Zakazów i nakazów. Wielu nadąsanych min i zaciśniętych szczęk.