Czas czytania: 3,3min

Basiu, dziękuję za wirtualną kawkę! Rozdziewiczyłaś moje buycoffe (to najmilsze 30 zł jakie wpadło na moje konto. Obiecuję wydać je bardzo nierozsądnie :D i w poczuciu ogromnej radości).

Dziś będzie o śmierci. Boicie się jej? Macie wrażenie, że przyjdzie Wam odejść za wcześnie? Że nie zdążycie czegoś zrobić, czegoś powiedzieć, spełnić jakiegoś marzenia? Można powiedzieć, że „słyszę” dwie odpowiedzi:

Jedna to: tak, umrę za wcześnie. Drugą natomiast jest strach przed udzieleniem jakiejkolwiek odpowiedzi, żeby czasem nie wywołać wilka z lasu.

Jeśli czytaliście moje książki, to wiecie, że temat śmierci nie stanowi dla mnie problemu. Poruszam również tematy duchowości, ale jakby coraz bardziej dociera do mnie, że większość polskich Czytelników nie jest jeszcze na to gotowa. Skąd ten wniosek? Ano stąd, że spotkanie w zaświatach z kimś z bliskich w książce osadzonej w realiach amerykańskich jest okej, ale jak polski Kowalski spotka w czasie śmierci klinicznej szwagra Nowaka, to już mało kto w to uwierzy.

Właśnie nastąpiła kilkuminutowa przerwa w pisaniu, ale Wy jej nie odczujecie. Natomiast już tłumaczę z czego ona wyniknęła. Przed momentem byłam u mojego męża, audiofila w wersji bardzo zaawansowanej, który właśnie zakochuje się w nowej igle do gramofonu. Przyznać muszę, że nawet ja, kompletna amatorka w tych kwestiach słyszę różnicę w dźwięku i też na swój sposób mnie to jara. To cudownie, kiedy człowiek ma pasję. Wracając jednak do przerwy, to wyniknęła ona z tego, że poszłam się przytulić i potańczyć, ale już wróciłam i tym samym kontynuuję mój śmiertelny i jakże pełen życia wpis.

Chciałabym, aby ludzie się budzili i doceniali to, co mają. Chciałabym, żeby pycha nie kroczyła przed upadkiem. Chciałabym, aby nikt niczego ode mnie nie oczekiwał, a przyjmował to, co mu dam z dobroci serca. Chciałabym szczerości wobec mojej osoby. Chciałabym być akceptowana ze swoimi poglądami i marzeniami. Ze swoją wiarą w życie po śmierci i w to, że każdy człowiek może być szczęśliwy.

Jakoś tak się w tym życiu utarło, że bez względu na to, kiedy przychodzi śmierć, jest ona za wcześnie. Nie sposób się z tym nie zgodzić, bo przecież zawsze jest coś do zrobienia: jakieś marzenie do spełnienia, jakaś obelga do rzucenia, jakiś człowiek do nienawidzenia. Nie koloryzujemy, jesteśmy ludźmi i bardzo często popadamy w skrajności. Dziś kochamy, jutro nienawidzimy (czy też w łagodniejszej wersji, nie lubimy). Niemniej człowiek to emocja. Każda.

Tylko po co ta nienawiść? Po co brak wybaczenia? Żeby do grobu zabrać więcej emocjonalnego ciężaru? Żeby pokoleniowe traumy rosły w siłę? Jak tak, to spoko. Ale ja wypisuję się z tego owczego pędu pełnego pretensji, żalu, zawiści i innych mało miłych emocji.

Chcę żyć tak, żeby po moim odejściu ludzie mogli powiedzieć, że ona naprawdę żyła na pełnej petardzie. Że robiła to, co kochała. Otaczała się szczerymi ludźmi. Dawała radość. Tańczyła w deszczu. Kochała świat. Nie wiem kiedy to nastąpi, ale wiem, że moje istnienie jest ważne. Moje odejście też będzie ważne. Wszystko jest ważne.

Pewnie, że mam swoje wady. Miewam jeszcze problem z akceptacją pewnych zachowań, czasem trudno mi coś zrozumieć, czasem też oceniam zbyt wcześnie. Ale potrafię przyznać się do tego, że zawaliłam. Potrafię przeprosić. Nie ma nic piękniejszego niż poczucie lekkości, wynikające z odpowiadania miłością na wszystkie złe emocje.

Bo ja chcę być dobrą emocją. A jeśli się czegoś chce, to się to dostaje.

 

BO CHCESZ BYĆ
Maraton książkowy - czyli słów kilka o tym, jak biegałam między książkami.

2 komentarze

  1. Ania 12 czerwca, 2025 w 3:59 pm- Odpowiedz

    Kocham twoją wrażliwość, wiarę w dobro i pozytywną energię, którą mnie zarażasz 💋

    • Yza 12 czerwca, 2025 w 6:25 pm- Odpowiedz

      Ty też zarażasz dobrem, Aniu 🥰🥰🥰

Zostaw komentarz